Marcin Masecki

Marcin MaseckiMa nagranie z dzieciństwa. Ma na nim trzy lata i śpiewa Hymn Polski. Śpiewa na dwa sposoby: najpierw zwyczajnie, znanym wszystkim tekstem hymnu, a chwilę potem solmizacją. To dzięki Tacie, który konsekwentnie i metodycznie przygotowywał go w ten sposób do świadomego odbioru muzyki. Dziś właściwie Marcin nie śpiewa prywatnie – tak twierdzi początkowo. No – podśpiewuje. Przy codziennych czynnościach, podczas zmywania czy sprzątania. Zupełnie naturalnie, wręcz niedostrzegalnie. Podświadomie. Ale zawsze jest to związane z myśleniem o muzyce, o konkretnym utworze. Generalnie dostrzega dziwne powiązania pomiędzy codziennym, prywatnym podśpiewywaniem, a muzykowaniem zawodowym. To tajne, dziwne, ścisłe a trudno dostrzegalne nici powiązań. Stałych i silnych. Ale nie, nie, jednak śpiewa czasem świadomie na co dzień: śpiewa swojej Żonie do snu. Nie jakieś konkretne, istniejące, znane piosenki, ale improwizowane, po prostu „tworzone na potrzebę chwili” kołysanki: byle cicho, łagodnie i spokojnie. No i śpiewa właśnie dla swej nienarodzonej jeszcze Córeczki. Ma taki sposób: przytyka gardło jak najściślej do brzucha Żony i…śpiewa. W ten sposób śpiew i drgania docierają lepiej do środka: dziecko odbiera dźwięki „z zewnątrz” pełniej. Śpiew kojarzy się Marcinowi z poczuciem intymności i szczerością, z ciepłem i radością. Wczesny kontakt z muzyką zawdzięcza Tacie i Babci ze strony Taty, która była pianistką i dyrektorką jednej z warszawskich szkół muzycznych. Ale ten szczególny stosunek do muzyki wiąże się też z Babcią ze strony Mamy. To ona bowiem dawała Marcinowi poczucie fizycznego ciepła, miłości i bliskości, łączące się w jedną całość ze śpiewaniem. Marcin pamięta silne wrażenie fizycznego ciepła, gdy Babcia brała go na kolana, przytulała mocno i…śpiewała. Co śpiewała? Po prostu improwizowane piosenki, tworzone „na potrzebę chwili”, a z tych znanych: kołysankę Aaa, kotki dwa.  To zresztą jego ulubiona piosenka z dzieciństwa. Dziś są nimi piosenki The Platers. Jeśli ma wymienić jedną, to proszę: The Great Pretender (no i Only You). A generalnie to Tata „wgrał” mu w dzieciństwie dwie równoległe „playlisty”, dwa filary jego muzycznych zainteresowań. Pierwszy to klasyka: Mozart – Beethoven, Bach, Chopin, itd. Drugi to jazz: Dixieland i big-bandy. To połączenie trwa w nim i realizuje się wciąż w jego muzycznej osobowości i działaniu. Bo Marcin jest dziś jednym z najbardziej cenionych polskich pianistów jazzowych młodego pokolenia.