Mariusz Herma
Mariusz podśpiewuje. Podśpiewuje czyli „śpiewa sobie tak zwyczajnie, pod nosem”, chociażby przy prostych czynnościach domowych: prasowaniu, gotowaniu, a jeśli nikt nie słyszy – na spacerze i na rowerze. Dlaczego śpiewa? Bo śpiewanie rozwesela duszę oraz – spytajcie naukowców o związek wibracji z produkcją endorfin – ciało. Oprócz zwykłego „podśpiewywania” śpiewa też „półprofesjonalnie”. Kiedyś w domowym ministudiu (dla siebie), z gitarą lub za pianinem (dla bliskich) albo w chórze (dla wszystkich, którzy chcieli słuchać). Teraz najczęściej praktykuje wspólne śpiewanie z przyjaciółmi najczęściej bardzo starych pieśni wielogłosowych (dla siebie nawzajem). Solowo śpiewa wszystko, co tylko mu wpadnie w ucho: czy będzie to radiowy przebój, Mozartowska kadencja czy też po niańczeniu cudzych pociech – dziecięce piosenki. Od tych ostatnich zresztą uwolnić się najtrudniej. Mama na pewno śpiewała Niemena, Geppert, Breakoutów. Potem starsi Siostra i Brat ćwiczyli godzinami to, co zadano im w szkołach muzycznych. Mariusz często próbował zagłuszać ich prowizorycznymi instrumentami perkusyjnymi, co chyba także można uznać za rodzaj edukacji muzycznej. Długo nie miał ścisłych związków z muzyką. W zasadzie do momentu, gdy w liceum usłyszał piosenkę Don’t Hate Me zespołu Porcupine Tree i pomyślał: “To chyba nie może być zbyt trudne do zagrania?”. Nie było. I tak zaczęło się granie, śpiewanie, komponowanie, w tej kolejności. A przede wszystkim zawzięte przesłuchiwanie najpiękniejszych płyt świata – od Beatlesów, Radiohead i Massive Attack po Steviego Wondera, Marka Grechutę, Johna Coltrane’a, Aphex Twina i Schumanna. Kresu tego przedsięwzięcia po kilkunastu latach wciąż nie widać i bardzo dobrze. Melodie z czołówek towarzyszących olimpiadom letnim i zimowym były ulubionymi “przebojami” w Mariusza latach najmłodszych. Nagrywał je i kolekcjonował na którejś z kaset odziedziczonych po starszym. Na innej z nich Bolero Ravela sąsiadowało z The Final Countdown grupy Europe. A wśród idoli przedszkola i podstawówki byli też Simon & Garfunkel, Elton John & Vangelis, Michael Jackson & ulubieńcy polskiego radia: od Perfectu po Marillion. W owych latach muzyka dawała mu sporo radości. W późniejszych zawdzięczał jej także największe przyjaźnie, a w końcu – pracę zawodową. Mariusz jest dziennikarzem muzycznym: publikował m.in. w Przekroju i Polityce. Prowadzi także blog muzyczny ZiemiaNiczyja.pl.